W świecie biznesu kobieca siła bywa przedstawiana jak trofeum.
Coś, co trzeba zdobyć, wypracować, udowodnić. Coś, co ma być widoczne, odporne i niepodważalne.
Wiele kobiet, które spotykam w swojej pracy, nie marzy już o byciu silniejszymi.
One są zmęczone byciem silnymi.
I dziś postanowiłam o nich napisać. Pewnie najbardziej dlatego, że sama jestem jedną z nich.
Zmęczenie jest podstępne, nie przychodzi nagle.
Raczej powoli osiada w codzienności. Prawie niezauważalnie. Zaczyna się niewinnie w kalendarzu wypełnionym po brzegi, w odpowiedzialności, która jakoś sama ląduje po tej samej stronie, w wewnętrznym przekonaniu, że skoro daję radę, to znaczy, że powinnam.
I tu pojawia się mechanizm, o którym rzadko mówi się wprost.
Siła bardzo łatwo przestaje być wyborem, a zaczyna być rolą.
Im bardziej jesteś kompetentna, tym więcej się od Ciebie oczekuje.
Im spokojniej znosisz napięcie, tym mniej miejsca zostaje na Twoje wątpliwości.
Im lepiej ogarniasz zadania, tym rzadziej ktoś pyta, czy to w ogóle jest Twoje.
Czasem zastanawia mnie dlaczego tak się dzieje?
I patrząc obiektywnie, to nie jest zła wola.
To sposób, w jaki działa współczesny system, również ten biznesowy. On nagradza wydolność. Niekoniecznie uważność. I tu to słowo pojawiło się nie bez powodu.
Wiele kobiet bardzo wcześnie przejmuje ten mechanizm jako własny.
Uczy się, że bycie „ogarniętą” jest bezpieczne.
Że emocje lepiej mieć pod kontrolą.
Że zmęczenie to sygnał, który można przeczekać.
Niestety i ja znam ten mechanizm doskonale.
Tylko że ciało i psychika nie znają pojęcia „przeczekać”.
One znają tylko: zatrzymać się albo zapłacić później.
Teraz dopiero dostrzegam, że siła, ta prawdziwa, nie polega na tym, że wszystko uniesiesz.
Polega na tym, że wiesz, czego już nie chcesz nieść.
I to jest moment, w którym narracja o kobiecej sile zaczyna się kruszyć.
Powiedzmy sobie szczerze.
Jeśli siła oznacza brak prawa do słabości, to nie jest siłą, jest przymusem.
Jeśli oznacza samotność w odpowiedzialności, to nie jest dojrzałością, jest kosztem.
Jeśli wymaga ciągłego napięcia, to wcześniej czy później zamienia się w wypalenie.
Dlatego kobiety, szczególnie w biznesie, zaczynają zadawać inne pytania.
Nie: jak być jeszcze lepszą.
Ale: jak być w tym wszystkim i się nie zatracić.
To pytanie zmienia perspektywę.
Bo nagle ambicja przestaje oznaczać ciągłe „więcej”.
A sukces przestaje być mierzony wyłącznie wytrzymałością.
Być może największą odwagą dzisiaj nie jest udowadnianie swojej siły.
Być może jest nią zgoda na to, że nie zawsze trzeba być twardą, szybką i niezawodną.
Być może dojrzała kobiecość w biznesie zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba bycia niezniszczalną.
I może nie trzeba od razu wiedzieć, co dalej.
Może wystarczy na chwilę przestać iść jak zawsze.
Zadać sobie pytanie, którego zwykle nie ma czasu zadać.
Nie: jak to uniosę.
Ale: czy ja w ogóle chcę to dalej nieść.
Reszta przychodzi później.
Czasem wolniej, niż byśmy chciały.
Czasem nie tak, jak planowałyśmy.
Ale już z innego miejsca.
Co jeśli problemem nie jest to, że jesteś za mało silna, tylko to, że zbyt długo byłaś silna nie pytając siebie, dla kogo i dlaczego?





